wtorek, 13 grudnia 2011

Wprowadzamy się

Mamy klucze. Wchodzimy powoli. Wchodzimy w przestrzeń salonu. Dużo światła i dużo miejsca, mimo że to 15 grudnia i szary dzień. Jak to będzie na wiosnę? - pytamy. Niedługo się przekonamy. Luksfery w kuchni wychodzą na wschód - 4,5 roku później patrząc na blask słońca o 7:30 usłyszę najpiękniejsze słowa: "Mężu, to dziś. Już. Jedziemy rodzić."
Wróć. Jest rok 2001. Mamy wreszcie swoje 80m2. Mamy też 84 m2 ogródka do którego możemy wyjść z salonu. Wyjdziemy nie raz. Nie tylko na kawę. Nie tylko rano. Wyjdziemy także wtedy, gdy dzieci śpią. I sąsiedzi także... Są dyskretni, więc nie mamy się czego wstydzić.